Społeczeństwo

Pieprzę drugą turę, nie będę głosować!

Wśród moich znajomych wielokrotnie przewijają się głosy o tym, że trzeba iść na wybory, że to patriotyczny obowiązek, oraz że skoro się nie głosuje, to automatycznie traci się przywilej do narzekania. A ja wtedy wyglądam tak…

Untitled

Bo najpiękniejszą rzeczą jakie przyniosły nam przemiany ustrojowe pod koniec lat 80.tych było prawo do wolności. Do wolności uczestnictwa w życiu publicznym, wolności słowa i wolności przekonań. Dzięki wolności uczestnictwa w życiu publicznym mogę zdecydować, czy chcę iść i zagłosować, czy też nie. Dzięki wolności słowa mogę narzekać, niezależnie od tego czy głosowałem, czy też nie. Co ważniejsze, mogę też skłamać, mówiąc, że poszedłem na wybory, gdy trafię na patafiana, który stosuje absurdalne argumenty.

Ale najważniejsza jest wolność przekonań. Mam prawo do tego, by nie robić czegokolwiek wbrew swojemu sumieniu. Gdy każdy z dwóch kandydatów budzi moje obrzydzenie, mierzi mnie swoimi zachowaniami i przyprawia mnie o wkurw, to nie muszę wbrew sobie stawiać krzyżyka przy którymkolwiek z nich. Nie jestem w stanie zagłosować na Prezydenta Komorowskiego, po tym jak zobaczyłem to:

https://www.youtube.com/watch?v=vjoOJYgrYjM

Czułbym się źle popierając gościa, który piastując od kilku lat stanowisko Prezydenta RP, nie ma bladego pojęcia o tym jak wygląda życie większości ludzi. Który jest na tyle ograniczony umysłowo, że strzela sobie w stopę raz za razem.

Tak samo nie mógłbym zagłosować na kogokolwiek z PiSu, gdy mając Prawo i Sprawiedliwość w nazwie tak bardzo rozmijają się z jednym i drugim. Gdy siedziałem w więzieniu, widziałem od środka jak bardzo wypaczyli ten system. Gdy do już przepełnionych zakładów karnych trafiali kolejni skazani za jazdę rowerem pod wpływem alkoholu – wyrokami często przekraczającymi dwa lata, gdy jakakolwiek forma regulacji przepływu skazanych przestała istnieć – bo sądy i prokuratury otrzymały wytyczne by karać ostro, skutecznie, oraz ograniczyć stosowanie instytucji warunkowego, przedterminowego zwolnienia. To nie jest prawo, to zemsta. To nie sprawiedliwość, a izolowanie.

Nie mógłbym wesprzeć człowieka, który nazywa in vitro oszustwem, i stawia znak równości między sztucznym zapłodnieniem a naprotechnologią. Człowieka, który podpisał projekt ustawy, która planowała karę więzienia dla lekarzy stosujących in vitro. Człowieka, który obiecał, że nie ratyfikuje ustawy zapobiegającej przemocy w rodzinie. Człowieka, który opowiada się za wycofaniem ze sprzedaży tabletek po stosunku, mylnie nazywając je tabletkami wczesnoporonnymi.

Mam też świadomość tego, że oddanie nieważnego głosu nikogo nie obchodzi. Ot, jest to kolejny numerek w statystykach nad którym nikt się nie zastanawia. Widzieliście kiedyś wieczór wyborczy? Czy ktokolwiek chociaż zająknął się o nieważnych głosach? Nie. O frekwencji natomiast się wspomina. Niska frekwencja w trakcie wyborów świadczy o tym, że coś jest nie tak, że ludzi ogarnęła stagnacja i mają kolokwialnie mówiąc wyjebane. Dlatego też 24. maja nie mam zamiaru iść do urny – dzięki temu pozostanę w zgodzie ze swoimi poglądami, oraz sumieniem. Nie będę musiał tłumaczyć się przed samym sobą dlaczego poszedłem na jakiekolwiek ustępstwa. Pozwolę, by inni zdecydowali za mnie – Ci którzy wiedzą co jest dobre dla kraju, albo Ci, którzy głosują bo wiedzą co jest gorsze.

A ja w wieczór wyborczy usiądę przed telewizorem z miską popcornu i będę patrzył na tą tragikomedię. Bo nie oszukujmy się, ale to najciekawsze wybory ostatniego dziesięciolecia.