Więzienie

Przychodzi więzień do szpitala…

4e49762b362cb_o

…a dokładnie rzecz ujmując przyprowadza go trzech, czasem czterech strażników. On, z rękoma i nogami skutymi łańcuchami, oni uzbrojeni po zęby, z pistoletami maszynowymi i strzelbami gładkolufowymi. W poczekalni nie są zbyt długo, bo po chwili wchodzą do gabinetu. A wśród czekających pacjentów podnosi się rwetes taki, jak u jednej blogerki dzisiaj, który można by streścić tak:

„Jest kolejka do lekarza u onkologa, siedzi kilkanaście (prawdopodobnie) ciężko chorych osób, które ciężko pracowały na swoje ubezpieczenie, a więzień wchodzi przed nimi. Nie jest przecież lepszy, więc nie powinien wchodzić przed nimi, kierowca i konwojenci powinni z nim czekać do usranej śmierci, bo im za to płacą, a co ważniejsze, TO JEST BARDZO NIESPRAWIEDLIWE!!!111!!ONEONEFAFNAŚCIE HURR DURR”

Zatem mój drogi czytelniku, śpieszę z wyjaśnieniem! Znaczna część skazanych nie opuszcza przez większość kary zakładu karnego. Odbywają karę w zakładach typu zamkniętego i ilość bodźców, która do nich dociera ze świata zewnętrznego jest bardzo ograniczona. Zresztą sama przestrzeń w więzieniu, architektura zakładów karnych, kolorystyka i rutyna prowadzą do dalszej deprywacji. Gdy nadarza się okazja, by jednak opuścić chwilowo zakład karny, to każdy ze skazanych chciałby, by trwało to jak najdłużej. Zwykła wizyta w szpitalu zmienia się w przygodę miesiąca. Nowe twarze, nowe miejsce, inni ludzie, potencjalna możliwość krótkotrwałego kontaktu z obcym człowiekiem, to wszystko chłonie się bardzo intensywnie. Niestety, jest to też ogromna ilość bodźców dla umysłu, który nie jest do tego przyzwyczajony. Zapachy, dźwięki, światło i głosy potrafią bardzo szybko z interesujących zmienić się w irytujące. W tym momencie opowiem Ci krótką historyjkę z dnia, gdy po ponad trzech latach wyszedłem z więzienia:

Był grudzień, okres przedświąteczny, piękna zima. Stwierdziłem, że mając 2500zł, do moich przyjaciół u których miałem nocować pojadę tramwajem. Niestety, nie byłem w stanie do niego wsiąść. Za dużo ludzi, za głośno, za intensywne zapachy. Wybrałem taksówkę. Wieczorem jednak stwierdziłem, że dam sobie drugą szansę i ruszę z przyjaciółmi kupić sobie jakieś sensowne ciuchy. Stwierdziłem, że idziemy pieszo. Niestety – wizyta w Galerii Dominikańskiej skończyła się dla mnie szybciej niż zaczęła – światła, szum, ludzie, muzyczki świąteczne i smród jedzenia były dla mnie nie do zniesienia. A do tego niewiele brakowało, bym zrobił krzywdę człowiekowi, który potrącił mnie lekko torbą z zakupami.

Pragnę zauważyć, że byłem wtedy wolnym człowiekiem. Nie byłem w stresującej sytuacji, gdy jest dookoła mnie kilku uzbrojonych ludzi. Nie byłem też zestresowany skrępowaniem. Druga historia, zanim przejdziemy do meritum będzie natomiast tyczyła mojej jedynej wizyty w szpitalu. Tak jak we wstępie – ja w kajdankach na nogach i rękach. Między kajdankami kawałek łańcucha. Obok trzech uzbrojonych strażników. Wchodzimy po schodach, staję pod ścianą. Wstaje starsza kobieta i proponuje mi, żebym usiadł. To już samo w sobie było dość emocjonujące. Ja, skuty, krótko obcięty, wyglądający jak na tym zdjęciu:

172847_10150155596626177_3691418_o

 

Kobiecina starsza, koło siedemdziesiątki, widać że dość mocno doświadczona przez życie. W mojej głowie huczy, że ktoś po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczył we mnie normalnego człowieka. Strażnik protestuje, mówi że muszę stać tu między nimi i sobie żartuje, że jeszcze się nasiedzę. W zasadzie nie robi to na mnie wrażenia, nie potrzebuję siedzieć. Staruszka próbuje ze mną nawiązać rozmowę, pyta się co takiego zrobiłem, że sobie tak zmarnowałem życie, w jej głosie jest prawdziwa troska, ja zaczynam odpowiadać. Rozmawiamy tak sobie chwilę, jestem coraz bardziej rozemocjonowany, wtem strażnik protestuje i mówi, że nie możemy rozmawiać. Uwierzcie mi, byłem wtedy niemiłosiernie rozgoryczony. Byłem przekonany, że zrobił to złośliwie. Myślę jednak z perspektywy czasu, że było wręcz przeciwnie – zrobił mi grzeczność, że w ogóle pozwolił mi zamienić te kilka zdań i zauważył, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Że moje emocje biorą górę i nie wie, do czego to może doprowadzić.

A teraz wróćmy do naszego więźnia, który został doprowadzony do szpitala. Wyobraź sobie, że siedzi tam piątą godzinę, czekając w kolejce. Strażnicy są zmęczeni, tracą pomału czujność. Więzień jest podminowany, bo jest w środowisku, do którego nie jest przystosowany. Zbyt dużo bodźców dociera do niego z zewnątrz. Czy potrafisz sobie wyobrazić, co mogłoby się stać, gdyby ktoś źle na niego spojrzał? Gdyby ktoś obrzucił go pełnym pogardy spojrzeniem? Mógłby zapewne dalej siedzieć, udając. że go to nic nie rusza. Ale więźniowie potrafią działać bardzo impulsywnie – mógłby się rzucić na obcego człowieka i uderzyć go, albo zacząć go dusić, zanim zmęczeni strażnicy by zdążyli zareagować. Potem, gdy już by zareagowali, musiałoby się skończyć to dość nieprzyjemnie. Ktoś mógłby doznać trwałych obrażeń, więzień mógłby zostać postrzelony, albo zginąć. Odpowiedz mi proszę, czy chciałbyś być świadkiem takiej sytuacji?

Więzień nie omija kolejki. On i tak trafia do szpitala później, niż trafiłby z ulicy. Bo trzeba umówić konkretny termin ze szpitalem, bo trzeba zorganizować konwój, bo wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. To dodatkowe miesiące opóźnienia. Co ważniejsze, on w zasadzie czekał przed konwojem ok. 2-3 godzin w ciasnym pomieszczeniu, aż zostanie wsadzony do kabaryny i dowieziony. A to, że wchodzi potem przed innymi to wcale nie jest przywilej. To po prostu dbałość Służby Więziennej o bezpieczeństwo postronnych ludzi.

PS

Historia mojego pobytu w zakładach karnych i resocjalizacji jest nieco dłuższa. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, to zachęcam do przeczytania:

Obiecuję też kolejne wpisy.

A jeśli wpis Ci się podobał, na dole masz przyciski do udostępnienia go na Twitterze, Facebooku, oraz Google Plus. Poświęciłem mu kilka godzin, więc nie obrażę się, gdy udostępnisz go dalej.

  • Nigdy nie widziałam takiej sytuacji, więc nie wiem co bym sobie pomyślała… ale ten tekst otwiera oczy. Dzięki!

  • Zabrzmi to dość dziwnie, ale z wielką przyjemnością przeczytałbym kolejne teksty dotyczące zachowań osób skazanych na karę więzienia. To dość interesujący kontrapunkt większości zachowań.

  • Nie zdawałem sobie z tego sprawy co wyżej napisałeś. Jedynie domyślałem się, że wiezień wchodzi wcześniej ze względu na bezpieczeństwo.

  • Troszkę z innej beczki. Pamiętam jedno popołudnie w Gdyni, w oksywskim hospicjum.

    Po skończonym myciu tyłków, przewijaniu, przemywaniu ran odleżynowych i karmieniu wyszedłem sobie w zielonym uniformie na zasłużonego szluga. Chowałem się z tyłu, bo jakoś głupio mi było udzielając się w służbie zdrowia jarać szlugi publicznie.

    Przyjeżdża więźniarka, wyskakuje z niej kilkoro ludzi. W środku facet, chyba przed czterdziestką. Idzie odwiedzić mamę. Skuty jak na amerykańskim filmie – nogi, ręce i łańcuch pomiędzy nimi. Prowadzi go dwóch strażników. Jeden zostaje przed drzwiami pokoju, w którym leżała mama eskortowanego. Za oknem pokoju kolejny strażnik. Z psem. Pomyślałem wtedy, że to nielichy zbir, skoro jest skuty aż tak, a jego eskorta jest tak liczna. Tymczasem widzę, że wcale nie musiało tak być. Dzięki.

    Pamiętam też kilka chwil potem. Obchów. Więzień pyta się lekarza, kiedy jego mama stąd wyjdzie. Gryzę złośliwą myśl „Chyba nogami do przodu.” Lekarz odpowiada spokojnie: „Proszę pana, to jest hospicjum. Pańska mama ma bardzo zaawansowaną chorobę nowotworową. Są przerzuty.” I w tym momencie facet osuwa się na ziemię. Przed zderzeniem z glebą chronią go dwaj strażnicy, łapiąc go pod ramiona.

    Wszyscy jesteśmy ludźmi. Warto o tym pamiętać.

  • Ewelina Ochenduszka

    Jak dobrze ze my ludzie niewiezienni nie odczowamy bodzcow.(ironia)
    Dla rownowagi wiec moja historia, mysle osoby poprawnej spolecznie placacej skladki zus.
    Czuje sie zle. Wlasciwie tak ze nie bardzo wiem gdzie isc w co sie ubrac co zabrac…Po paru dniach z pomoca przychodzi kolezanka. Zakladamy pierwsza lepsza szmate. Nie uczeszcze sie. Bola mnie chyba wlosy. Lekarz maloprzyjacielski jakby oburzony ze przychodze chora bo powinnam przyjsc zdrowsza. No i nie zabralam calej dokumentacji z calego zycia. Ze 2h trwalo zanim to ogarnelam i ten korytarz tam ani nie nalezal do jasnych ani do przestronnych co moze i bylo zbawienne. Dalej sor. Czytam na drzwiach „bez opaski do 6h” mysle nikt nie ma wiec nie ma zle, nie zarejestrowalam tlumu na korytarzu. Niestety trwa to dlugo. Chyba zaczynam sie wstydzic swojej kreacji. Uswiadamiam sobie ze mop jest bardziej ogarniety niz to co mam na glowie. Ludzie sie przygladaja. Ja im z nudow w zumie tez. Zaczyna mi byc glupio i mam poczucie winy bo uswiadamiam sobie ze kolezanka ktora wziela dzien wolnego dla siebie traci go dla mnie marnujac juz chyba z 7a godzine. Ludzie zaczynaja sie denerwowac. Wpychac sie w kolejke. Urabiac lekarz ze ma wejsc bierwszy i ta lista BO jest tak duza jak ilosc ludzi na korytarzu. Moja glowa zaczyna pekac i mam dreszcze. Jestem glodna i zmarznieta. Zaczynam sie czuc jak na koncercie rockowym. Te drukarki, te drzw, ta spuszczana woda w toalecie, ci chodzacy ludzie, i rozmawiajacy, i ta pani szeleszczaca papierkiem po cukierku. Mysle:bys sie k….udlawila tym cukierkiem!!!!!! Nie sadzilam ze szpital ma tyle dzwiekow. A to swiatlo….po co tak mocne!!!!!! I po chwili mam ochote zabic. Siebie.innych. nie wiem. Wiem jedno. Nie mam nawet sily zwrocic uwagi pani od papierka.
    Wiec teraz pytanie. Tak slabi i chorzy wiezniowie czekaja w kolejce????

    • Wojtek

      Naucz się czytać ze zrozumieniem. To pierwsza rada, która wyjdzie na dobre nie tylko Tobie, ale wszystkim.

      Bo jak już się nauczysz czytać (ze zrozumieniem oczywiście), to my nie będziemy musieli czytać grafomańskich komentarzy przepełnionych głupotą.

      • caas

        Rodzice zadbali o Twoją edukację ale już o dobrym wychowaniu zapomnieli. Wypowiedź Pani Eweliny odzwierciedla zapewne stan jej ducha, wskazuje w nim kilka razy na swoje „nieogranięcie” spowodowane zapewne chorobą. Ja przeczytałam jej komentarz z zainteresowaniem, natomiast twój z prawdziwą przykrością. Idź być hejterem gdzie indziej.

  • Dzięki. Za każdy z tych wpisów o więzieniu, bo otwierają oczy i pozwalają lepiej zrozumieć rzeczy, o których nigdy nawet nie myślałam.

  • Anna Sycz

    Krzysztofie, dziękuję za te historie- czyta się je mocno, intensywnie i… tak po prostu, bez upiększaczy.

  • Smok

    Nigdy nie myślałam o tym jak czuje się ktoś kto kawał czasu spędził w takich ograniczonych warunkach. Sama mam często problem z pojechaniem do centrum, kiedy np. długo nie wychodzę z domu. To musi być okropne uczucie.