Więzienie

Ten pierwszy raz w więzieniu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Październik 2003. Niemal 12 lat temu. Mam na karku mój pierwszy list gończy. Policja szuka mnie po całym Wrocławiu, bo nie stawiam się na wezwania prokuratury. Któregoś dnia dzwoni do mnie koleżanka i prosi, żebym wpadł po swoje rzeczy, które leżą u niej od kilku tygodni. Jest ok. 23:00, gdy stamtąd wychodzę. Planuję wyjść z klatki schodowej tylnymi drzwiami, bo mam bliżej na przystanek. Potykam się jednak na schodach i nadwerężam kostkę. Boli jak skurwysyn, a ja frontowymi drzwiami wychodzę wprost na czekających na mnie dwóch policjantów. Do dziś zastanawiam się, czy gdybym nie potknął się na tych schodach, to czy udałoby mi się stamtąd wyjść niepostrzeżenie?

Jeden mierzy z broni, drugi rzuca mnie na ziemię. Krzyczą, żebym się nie ruszał, mimo że i tak sparaliżował mnie strach. Twarz mam wciśniętą w chodnik, nie mam odwagi oddychać, czuję jak w wykręcone do tyłu ręce wpija się opaska zaciskowa, a przez głowę przebiegają mi dziesiątki nieskładnych myśli.

Podnoszą mnie, wsadzają na tylne siedzenie radiowozu. Śmieją się, że poszło nadzwyczaj sprawnie. Jedziemy na komendę, a ja przez szybę radiowozu obserwuję miasto. Jestem totalnie oszołomiony, nie ogarniam co się dzieje, a tym bardziej nie wiem, co mnie czeka.

Trzy dni później, śmierdzący, z brudnymi zębami oraz opuchniętą nogą trafiam do na posiedzenie w sądzie. Tam dowiaduję się, że na co najmniej 3 miesiące trafię do wrocławskiego aresztu, bo istnieje obawa, że nadal będę się ukrywał. Kilka minut później po raz pierwszy zamyka się za mną więzienna brama. Policjanci przekazują mnie klawiszom, a ja przerażony i zagubiony idę z nimi brukowaną alejką do budynku administracji. Tam opisują mnie, robią mi zdjęcie, liczą moje pieniądze (całe 41 złotych), każą podpisać potwierdzenie przyjęcia rzeczy do depozytu i przekazują strażnikowi, by zaprowadził mnie do magazynu, gdzie dostaję pościel, naczynia i środki higieny osobistej. Stamtąd kolejny klawisz prowadzi mnie na oddział. Wrocławski areszt jest duży, ma cztery poziomy i cztery skrzydła. Zbudowany jest na planie krzyża. W centralnej części znajduje się klatka schodowa wraz z centrum dowodzenia, gdzie strażnicy obserwują obraz z kamer i kontrolują elektryczne zamki w kratach oddzielających oddziały. Z magazynu, który jest na samym dole, muszę iść na oddział, który jest na samej górze. Mam torbę ze swoimi rzeczami, trzy rozpadające się materace, dwa koce oraz mniejsze i większe graty. Do tego kuśtykam, ledwie stając na prawej nodze, więc w połowie schodów potykam się i niewiele brakuję, bym wybił sobie zęby o metalowy stopień. Upadam jednak dość szczęśliwie i jedyne, co mnie czeka, to spacer na sam dół po naczynia.

Na oddziale czeka mnie przeszukanie. Klawisz obmacuje wszystkie szwy w torbie, każe mi się rozebrać, wnikliwie przeszukuje spodnie, a na końcu każe mi zdjąć majtki i zrobić przysiad. Jestem skrępowany, nie wiem jak zareagować, patrzę się na kolesia jak na idiotę. Powtarza polecenie, wyraźnie zniecierpliwiony, cicho próbuję z nim dyskutować, pytam się po co mam to zrobić, aż dostaję z pięści w nerkę. Więcej nie dyskutuję.

Potem trafiam na rozmowę do wychowawczyni. Pyta się mnie czy palę, czy jestem na coś chory i czy mam zamiar grypsować. Na moje pytanie, czym jest grypsowanie, w zasadzie mi nie odpowiada. Dowiaduję się natomiast, że nie chcę grypsować, bo mogę mieć przez to kłopoty i jest to niezgodne z prawem. W ten sposób zostaję frajerem.

Grypsera – słowo o wielorakim znaczeniu. Z jednej strony oznacza ono całą podkulturę więzienną, z drugiej gwarę przestępczą, a z trzeciej niepisany kodeks postępowania. Zazwyczaj grypsujący wiążą swoje życie z działalnością przestępczą, stosując bierny opór wobec działań administracji więziennej.

Frajer – w gwarze więziennej osoba która nie należy do podkultury grypsujących. Nie ma znaczenia tak pejoratywnego, jak to samo określenie na wolności.

Od wychowawczyni dostaję też karteczkę. Wynika z niej, że w Areszcie Śledczym najważniejsze jest moje bezpieczeństwo. Na wszelkie przejawy przemocy powinienem reagować, zgłaszając je oddziałowemu. Każda cela wyposażona jest w klapę, która ma mi w tym pomóc.

Klapa – przycisk sygnalizacji przywoławczej, służący do zaalarmowania strażnika. Jego wciśnięcie skutkuje zapaleniem się czerwonego światła nad drzwiami celi oraz uruchomieniem brzęczyka na dyżurce oddziałowego. Jest to też określenie na metalowe, ciężkie drzwi od celi.

Po wizycie u wychowawczyni zaprowadzony zostaję na celę przejściową. Oprócz mnie jest tam niepełnosprawny umysłowo chłopak, który wziął z komórki sąsiada rower, żeby się na nim przejechać, gość, który wpadł przy wyrywaniu torebki i przewieźli go na sprawę z innego zakładu oraz mrukliwy dziadek, który został doprowadzony bo nie stawiał się na rozprawę o bicie żony. Cztery osoby na przestrzeni 6 metrów kwadratowych. Przerażony patrzę na kibel, który nie jest przymocowany niczym do podłogi i rusza się, gdy się na nim siada. Oddzielony jest od reszty celi kawałkiem płyty pilśniowej, która jest w kilku miejscach oderwana. Nie ma zasłonki, pozostały tylko dwa metalowe kółka i kilkucentymetrowy strzęp tkaniny. Na drugim końcu celi jest małe okienko, przez które praktycznie nic nie widać. Zabieram się za pościelenie łóżka. Przez dziury w materacach wypadają fragmenty sfilcowanego wypełnienia. Udaje mi się jednak jakoś ułożyć materace na tyle, by móc na nich się położyć. Wpatruję się w pożółkłą, zniszczoną ścianę, na której ktoś długopisem wydrapał napis „Mamo, kocham Cię. Wrocław, 1994”, znajduję potem jeszcze kilkanaście innych napisów. Najstarszy z maja 1992. Zapamiętałem, bo szedłem wtedy do komunii. Przymykam oczy i zapadam w niespokojny sen. Budzę się jednak nagle, gdy dziesioniarz bije domowego ninję.

Dziesiona – w gwarze więziennej oznacza rozbój, czyli kradzież z użyciem przemocy, albo z groźbą jej użycia. Nazwa ta pochodzi od tego, że w starym kodeksie karnym, rozbój występował pod art. 210.

Dziesioniarz – przestępca, utrzymujący się z dokonywania rozbojów.

Ninja domowy – osadzony, który trafił do zakładu w związku z przestępcami związanymi z przemocą domową. Nazywany także Peugeot 207 od art. 207 kodeksu karnego.

Patrzę z góry jak dziadek, który regularnie spuszczał wpierdol żonie, teraz nieporadnie się broni, próbując na oślep uderzać fikołem. Myślę sobie, że jest pewna sprawiedliwość w tym miejscu. Po chwili jednak stwierdzam, że to trwa już nieco za długo. Nie reaguję jednak, wychodząc z założenia, że nie jestem stroną w tym konflikcie, nie chcę dostać w zęby, a nie wezwę przecież strażnika, by zostać już pierwszego dnia więziennym konfidentem.

 

Fikoł – taboret.

Konfident – w gwarze przestępczej osoba, która donosi na policję, albo do administracji więziennej. Niemal na samym dole hierarchii, gorzej mają już tylko homoseksualiści i pedofile.

Dwa ciosy później dziesioniarz sam przestaje i zostawia leżącego dziadka w spokoju.  Ten podnosi się, jakby nigdy nic, chwyta za taboret i robi zamach, celując w tył głowy. Opuchniętą nogą odpycham dziesioniarza, tak że ten wredny sukinkot nie trafia i wywraca się na podłogę. Dziesioniarz już szykuje się do tego, by mi jebnąć w zęby, ale w ostatniej sekundzie ogarnia, co się wydarzyło. W tym samym momencie otwiera się klapa, oddziałowy zagląda do środka i widzi dziwny obrazek: Na podłodze leży dziadek, z taboretem w dłoniach. Przed nim stoi dziesioniarz, a ja siedzę na łóżku, zwijam się z bólu i masuję opuchniętą nogę. Po czym spokojnie stwierdza, że kolacja i idzie dalej.

I w tym momencie uświadamiam sobie, że karteczkę od wychowawczyni mogę wyjebać do śmieci, bo nikt oprócz mnie nie zadba tutaj o moje bezpieczeństwo.

Dziesioniarz odbiera za mnie kolację, dziękuje za to co zrobiłem, po czym przytrzymuje mi taboret, bym mógł zejść z łóżka i radośnie pyta, czy napiję się z nim czaju. Stwierdzam, że lubię herbatę, więc spoko, chętnie. A ten zaczyna się śmiać jak wariat i mówi, że takiej herbaty to ja jeszcze nie piłem. Koleś grzebie w swojej przepastnej torbie, wyjmuje litrowy słoik, dwa duże opakowania sypanej herbaty i buzałę.

Buzała – samodzielnie skonstruowana grzałka, składająca się z dwóch płaskich blaszek (najczęściej denek od puszek) oddzielonych od siebie kawałkami drewna oraz przewodu. Wkłada się ją do wody, po czym podłącza do kontaktu. Nie polecam próbować tego w domu.

Czaj – bardzo mocna herbata, o działaniu psychoaktywnym. Na litrowy słoik potrzeba ok. 150-200 gram herbaty. Należy ją zaparzyć, poczekać aż opadnie, po czym gotować ją jeszcze kilka minut.

Wypijam czaj, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Jest bardzo gorzki, do tego cierpki i drętwieje po nim język. Serce zaczyna mi walić coraz szybciej, czuję jak się pocę, a po chwili biegnę do ubikacji i zaczynam wymiotować. Wracam i mówię, że już nigdy więcej się  tego nie napiję, na co gość się śmieje i mówi mi, że jeszcze się wyrobię.

Przy stole koleś przewija mi zasady. Co wolno, czego nie, jak należy się zachowywać w celi. Jak się pucować, co to jest białko i dlaczego jest mi potrzebne. Co to jest grypsera, kim są frajerzy, a kim feści. Co zrobić, żeby się nie przecwelić, czym jest berło, oraz jak należy korzystać z giera. Dużo trudnych słów, których nie rozumiem. Zapamiętuję tylko jedno – mam ściąć włosy.

Pucowanie się – w gwarze więziennej oznacza komunikowanie udania się w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych. Należy zapytać się współosadzonych czy jedzą, albo piją, a potem poinformować ich, by nie jedli i nie pili, bo idzie się za określoną potrzebą. Zazwyczaj brzmi to tak: „Jedzą? Piją? Nie jeść, otwieram na krótko”, lub na celach grypsujących: „Szamią? Drynią? Nie szamać, otwieram na krótko”.

Białko – dokument z którym trafia się do aresztu. Jest to albo postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, albo wyrok. Dzięki niemu inni osadzeni wiedzą, z kim siedzą w celi.

Feści – w zasadzie nieistniejąca już podkultura więzienna, dobrze żyjąca z administracją wiezienną, a walcząca z grypsującymi.

Przecwelenie – degradacja na najniższy stopień hierarchii więziennej. Zazwyczaj nie oznacza gwałtu analnego, a uderzenie berłem lub fekaliami.

Berło – szczotka do toalety.

Gier – toaleta.

Po dwugodzinnej pogadance idziemy spać. Leżę na niewygodnych materacach, wpatruję się w sufit i próbuję zasnąć. Jestem jednak na tyle przerażony nadchodzącymi dniami, że zasypiam dopiero nad ranem…

PS
Historia mojego pobytu w zakładach karnych i resocjalizacji jest nieco dłuższa. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, to zachęcam do przeczytania:

Obiecuję też kolejne wpisy.

A jeśli wpis Ci się podobał, na dole masz przyciski do udostępnienia go na Twitterze, Facebooku, oraz Google Plus. Poświęciłem mu kilka godzin, więc nie obrażę się, gdy udostępnisz go dalej.

Ten tekst bierze udział w głosowaniu na Tekst Roku w Gali Twórców 2015. Tu znajdziesz moje zgłoszenie.

  • Marcin Perfuński

    Nie był to łatwy tekst, ale dziękuję. I podziwiam, patrząc w jakim miejscu teraz jesteś. Big up!

  • Świetnie piszesz i temat interesujacy! Czekam na więcej.

  • Aż mnie ciarki przeszły, gardło się ścisnęło, ząłądek zwinął w kulkę. Innymi słowymi udało Ci się przekazać słowami jak się wtedy czułeś i.. no mnie wmurowało.

  • Kurde, czyta się jak dobrą powieść. Krzysztof, nie znamy się osobiście, ale od dłuższego czasu śledzę Twoje poczynania w social mediach i jestem pełen uznania dla Twojego progresu w tym co robisz, po tym jak musiałeś przejść przez to bagno. Piona!

  • PISZ!

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Przecież to robię, c’nie? :)

  • Michał Lewandowski

    Kiedy książka?

  • Agnieszka Nieradka

    Nie chciałam by poprzedni komentarz był odebrany jako spam – więc po prostu powiem, że to dobry tekst.
    Pozdr

  • Karol Rychwalski

    Zgadzam się z przedmówcami. Powinieneś napisać książkę. Ten krótki tekst czytało się – moim zdaniem – lepiej niż np. „Rok nie wyrok” Piotra Milewskiego (którą zresztą lubię). Jasno, zwięźle, w punkt.

  • Teodor Sobczak

    Świetne. Więcej proszę

  • Siedzę i zamiast zabrać się za to co powinnam zrobić..czytam… do końca.. z otwartą buzią…. Szacun

  • Ciekawie jest poznać więzienie z bezpiecznej pozycji fotela, czy kanapy. Dzięki za to, że to napisałeś.

  • Tekst mocny.

  • Krzysiu. Napisz książkę. Z chęcią kupię wersję papierową w kilku egzemplarzach i nagram audiobooka. 😀 (Z tym audiobookiem to nie żart. Tego by się świetnie słuchało pomimo tematyki.)

  • bazyllia

    masz talent. świetnie napisane

  • Dobrze mówią, spisz to i wydaj. Czemu musiałeś ściąć włosy?

  • Wiss

    Dobry tekst

  • Łukasz Adamowicz

    świetne.

  • Wiecej wrzucaj, wiecej!

  • Nawet nie wiesz jakie te wpisy sa wazne

  • Brzeska

    Cholera, nie mogłam się oderwać czytając i nagle było wielkie bum i koniec tekstu… Keep going

  • Czekam na więcej.

  • Dobre. Gratuluję!

  • Czyta się tak, że dreszcze.

  • Marta Soja

    Krzysiek ogromny szacun za ten wpis. Bo będąc tu gdzie jesteś, mógłbyś odciąć się od przeszłości grubą kreską. Ale mówisz o niej i chociaż to szokuje, ten wpis niemal boli, to dzięki niemu łatwiej docenić co się ma i może ktoś ocali swoje życie przed wpieprzeniem się w to bagno jakim jest życie za kratą.

  • Szacun za odwagę i nadzieję dla tych którzy gdzieś ugrzęźli i nie bardzo widzą wyjście… Można. 😉

  • To czekam na kolejne wpisy z tej kategorii :)

  • Popieram, powinieneś napisać książkę. Czytam, czytam i chcę więcej ^^

  • Pingback: POPochane, duużo przemyśleń i pytań. - Krasnoludki przy sterach()

  • Karol Jurczak

    Czytając to, czułem się jakbym wczoraj miał dzwon. Wyrok do deski, na Pijarskiej w Nowym Sączu. Świetnie napisane. I z fartem

  • Pingback: Cotygodniowy Przegląd Internetu #38: pierwszy raz w więzieniu, zakonnik i podryw, "Orki z Majorki"()

  • Chce więcej

  • Dobrze napisane. Czekam na więcej.

  • su27

    Kiedy ciąg dalszy?