Więzienie

Dwóch…

ODAweDYwMA,dsc_0819

Wtorkowe popołudnie, przy stoliku w jednej z ursynowskich kawiarni spotyka się dwóch zupełnie zwyczajnie wyglądających mężczyzn…

Ja z kilkuletnim bagażem doświadczeń, których nabrałem w rozmaitych polskich więzieniach. I Drugi – mój rówieśnik, człowiek wykształcony i kulturalny, który za 3 tygodnie rozpoczyna czteroletni wyrok za spowodowanie wypadku samochodowego. Nie był pijany, jechał o 20 km/h wolniej, niż ograniczenie które obowiązywało w danym miejscu. Nie pamięta co się stało, ale z relacji świadków wynika, że znalazł się nagle na przeciwległym pasie. Zginęli ludzie. Zestresowany, z dziesiątkami pytań, wątpliwości i mniej lub bardziej prawdziwych wyobrażeń dotyczących pobytu w więzieniu

Rozmawiam, odpowiadam na pytania, cierpliwie tłumaczę i współczuję. Mam świadomość, że te cztery lata więzienia nie będą miały dla Drugiego żadnego aspektu wychowawczego, nie będzie tutaj też miał znaczenia aspekt izolacyjny kary – bo jego obecność na wolności nie stanowi dla nikogo żadnego zagrożenia. Jedynym uzasadnieniem wysokiej kary jest tzw. „społeczne poczucie sprawiedliwości” – mglisty termin o dwojakim znaczeniu – z jednej strony sprawiedliwa jest nieuchronność kary, z drugiej – ogólnie przyjęte przeświadczenie, że skoro zginęli ludzie, to więzienie powinno być ciężką i dotkliwą karą.

Mój rozmówca tam zupełnie nie pasuje. Ma dobrą kondycję, ale jest drobnej budowy, cichy, spokojny, mówi powoli i uśmiecha się blado. Staram się rozluźnić nieco tę ciężką atmosferę, opowiadam kilka anegdotek zza krat, próbując pokazać, że są tam inni, normalni ludzie, którym mniej lub bardziej świadomie powinęła się przysłowiowa noga. Z drugiej strony trzygodzinne spotkanie, to także spora dawka wiedzy, skoncentrowana w możliwie łatwej do przyjęcia formie. Co należy ze sobą zabrać do więzienia? Czego nie wolno mieć w celi? Jak to jest ze schylaniem się po mydło? Czy można mieć swoje własne książki? A jeśli tak to ile? Z kim się siedzi? Ile osób jest w celi? Kim jest frajer i dlaczego bycie frajerem w więzieniu nie jest niczym złym? Czy wyższe wykształcenie będzie stanowiło źródło problemów, czy raczej potencjalnych korzyści? Obaj wiemy, że to kwestia indywidualna, ale pada pytanie o kondycję psychiczną – czy przychodzi z czasem załamanie? Jeśli tak, to co można z tym zrobić?

W międzyczasie uświadamiam sobie, jak dużo zmienia się teraz w moim życiu. Przeprowadzam się do Gdyni, nie dlatego że muszę, a dlatego że bardzo chcę. Nie jadę tam szukać nowej, lepszej pracy, ani nie wymusza tego na mnie sytuacja życiowa. Spełniamy po prostu jedno z naszych marzeń – chcemy z Małgosią zamieszkać nad morzem. Bo klimat przyjemniejszy, bo blisko woda, bo będziemy mieli podobną odległość do naszych rodziców. Bo atmosfera jest przyjemniejsza, a w Trójmieście dużo się dzieje. W głowie wciąż tłucze mi się potężny dysonans – ja jadę na drugi koniec Polski, bo mogę, a on zaraz stanie przed bramą aresztu śledczego, by stracić możliwość samostanowienia na co najmniej 2 lata. Patrzę na niego i robi mi się autentycznie przykro. A z drugiej stronie mam pewne poczucie misji – zrobić wszystko co możliwe, by ten czas nie zniszczył go zbyt mocno.

I wierzę, że mogę mu w tym pomóc. Dlatego też dzisiaj przedstawiam Wam Drugiego – będzie tu co jakiś czas pisał, by podzielić się swoimi doświadczeniami. Chcę, byście poznali emocje, które towarzyszą osobie pozbawionej wolności. Często listy od Drugiego będę okraszał swoim komentarzem, odnosząc się do swoich doświadczeń. Liczę na to, że skorzystamy na tym wszyscy.

PS
Historia mojego pobytu w zakładach karnych i resocjalizacji jest nieco dłuższa. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, to zachęcam do przeczytania:

  • Może to dziwnie zabrzmi, ale po 5 latach studiowania resocjalizacji chętnie zajrzę i przeczytam przemyślenia „Drugiego”. Bo jak wiadomo teoria to jedno, a prawdziwe odczucia i spostrzeżenia człowieka pozbawionego wolności to drugie

  • I znowu wróciłem do Twojego wpisu o więzieniu. Dzięki, Lan. Mądry z Ciebie facet i cieszę się, że dzielisz się myślami.