Blogosfera Internet Social Media Twitter

Opuść szablę, Muszkieterze!

four-musketeers

Bardzo długo się zastanawiałem, czy chcę pisać o Muszkieterze. Uznałem w pewnym momencie, że Ważnoburza nie jest tematem, który jest wart mojego czasu. W międzyczasie jednak zgłosił się do mnie Michał ‚Psoro’ Ostapowicz i po przeczytaniu zaproponowanego przez niego artykułu uznałem, że żal by był, by taka dobra treść się zmarnowała. Jako, że zgadzam się z Michałem w niemal każdym aspekcie, zdecydowałem się udostępnić mu swoją prywatną przestrzeń. Dlatego dzisiaj po raz pierwszy u mnie na blogu wpis gościnny. A tymczasem oddajmy głos Michałowi:

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.” Alexis de Tocqueville

Nie chciałem poruszać tematu Muszkietera. Nie uważałem za stosowne publiczne komentowanie emocjonalnych problemów człowieka, którego znam, i choć niekoniecznie się z nim zgadzam – to szanuję. Sytuację zmienił wpis Freestajl Muszkietera, w którym Damian wyjaśnia  swoją motywację do wywołania Ważnoburzy i całego zamieszania z nią związaną. Dlaczego zmienił? Bo nie jestem w stanie szanować kogoś, kto z premedytacją obraża innych. Zwłaszcza w imię jakiegoś „eksperymentu”.

Ale od początku

Muszkietera znam osobiście. Początek naszej znajomości był dość burzliwy, bo Damian od zawsze czuł jakiś niepojęty mentorski instynkt i próbował nawracać mnie na właściwy tok myślenia – jego tok myślenia. Chciał na siłę pomagać mi być lepszym i szczęśliwszym człowiekiem, mimo że ani o to nie prosiłem, ani nie czułem takiej potrzeby.

Dopiero po jakimś czasie sam przyznał, że wynikało to z jego zagubienia i prób określenia własnej tożsamości. Powiedział też wtedy, że dawny Muszkieter przestał istnieć, że teraz jest szczęśliwy i wolny Damian Moskalski. Wszystko wydawało się być jak należy, do czasu Ważnoburzy, kiedy to Damian postanowił zostać nowym królem blogosfery.

Nazwijmy rzeczy po imieniu

Zaczął obrażać ludzi, którzy są w głównym nurcie blogosfery. Ludzi, którzy nic mu nie zrobili. Co więcej – ludzi, z którymi chętnie rozmawiał, i których udostępniał w swoich kanałach, dając im tym samym wyrazy uznania.

Zaczął atakować bezpodstawnie – byleby wywołać burzę, która obejmie jak najwięcej osób.

Bo jak traktować stwierdzenie, że Aleksandra Mokwa nie radzi sobie z Blog Forum Gdańsk, bo nie radzi sobie z własnym życiem? Zwłaszcza chwilę po tym, jak pokazała swoją siłę i odwagę przełamując tabu i publicznie mówiąc o depresji, z którą walczy?
Jak ustosunkować się do zarzutów, że Konrad Kruczkowski sprzedał duszę za statystyki, mając w głowie wspomnienie Konrada i Damiana rozmawiających jak równy z równym na tematy, których powaga wykraczała znacznie ponad zwyczajne rozmowy towarzyskie.

Damian twierdzi, że jest bezpośredni i szczery do bólu, ale takie traktowanie innych dowodzi jedynie jego bezczelności i obłudy.

Eksperymenty na ludziach

Nie będę wymieniać tu wszystkich, których Damian w jakikolwiek sposób obraził, bo nie skończyłbym do jutra. Zwłaszcza, że poza jednostkami, zaatakował całą społeczność. I nie mówię tu tylko o obrażaniu słowami.

Mówię o całym tym „eksperymencie”. Eksperymencie, który miał udowodnić, że blogosfera jest płytka, blogerzy mają innych w dupie, a ich troska o drugiego człowieka ogranicza się do liczb i UU.

Postanowił więc nazwać wszystkich gównami i ogłosić się mesjaszem blogosfery. Potem na siłę wymuszał kontakt i dziwił się, że nikt nie chce stanąć po jego stronie – stronie mąciciela.

Zrozumiałbym „eksperymentowanie”, gdyby chciał to udowodnić tylko sugerując, że ma problemy i potrzebuje wsparcia. Jednak wtedy prawdopodobnie nie osiągnąłby zamierzonego wyniku, bo sporo osób zaoferowałoby mu pomoc (a z tego co wiem kilka i tak to zrobiło).

Całość tego przedsięwzięcia gryzie się z etyką i zasadami, których Muszkieter tak zawzięcie broni. Jego kręgosłup moralny nie powinien pozwolić mu na eksperymenty na ludziach. Zwłaszcza eksperymenty, które uderzają w godność niczego nieświadomych ludzi.

Co zabawne – okazało się, że zarzuty Damiana wobec blogosfery właśnie do niego pasują najbardziej.

Porażka przerośniętego ego

Cytat z Alexisa de Tocqueville’a nie pojawił się na początku tekstu bez powodu. Muszkieter w poczuciu swojej wolności zatracił się tak bardzo, że zapomniał, że jego działania nie mogą ranić innych. Przekonany, że może wszystko i wiedziony swoim mentorskim instynktem, bez zastanowienia postanowił wprowadzić w życie pomysł naprawy blogosfery poprzez zniszczenie jej.

To jednak nie mogło się udać. Bo wbrew temu co sądził, blogerów więcej łączy, niż dzieli. Nie chcą ze sobą walczyć. Nie chcą prowadzić bezsensownych wojenek w imię cudzej idei. Dowodem na to jest tekst Kamila Lipińskiego, organizatora Mocnej Grupy Blogerów. Kamil kilka razy zapraszał Damiana do grupy, ten jednak z różnych powodów odmawiał. Kiedy Muszkieter we Freestajlu zadeklarował, nie tylko chęć dołączenia do MGB, ale nawet zajęcia w niej pozycji lidera, spotkał się z odmową. Tak oto okazało się, że ludzie, którzy do tej pory byli za Damianem, odwrócili się nie pochwalając takich prowokacji. I nikt im się pewnie nie dziwi.

Damian dużo chciał. Za dużo, jak na jego możliwości. Chciał zostać liderem, a stracił wiarygodność. Chciał pokazać wady innych, a obnażył jedynie swoją słabość. Chciał naprawić blogosferę, a wywołał kolejną wojnę.

Opuścić szablę, Muszkieterze

Zamknę ten wywód pewnym truizmem, o którym Damian widocznie zapomniał – zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Nie poprowadzisz ludu na barykady, jeśli wcześniej nie udowodnisz swojej wartości. A zrobić to możesz tylko w jeden sposób. Nie awanturą, nie krytyką i nie popisywaniem się. Możesz to zrobić tylko dając dobry przykład i dążąc do wspólnego dobra całej społeczności.

  • a my jeszcze wałkujemy ten temat? myślałam, że pośmialiśmy się z burzy i tyle tego 😉

    • Napisałem to jeszcze w dniu pojawienia się Freestajlu Muszkietera. Nie chcieliśmy publikować tego tekstu pod wpływem emocji, dlatego pojawił się dopiero teraz.
      To próba podsumowania, wyciągnięcia wniosków i zamknięcia tematu.

      • nie ma czego podsumować – lepiej przemilczeć, zapomnieć i nie wracać do tego…

      • Całkiem zgrabna, przyznam, ale bardzo nieudolna. Ciągle nie czytacie ze zrozumieniem. Ale cóż. Będzie nad czym pracować, oj będzie :)

    • Bóg mi Cię zesłał :), Kryzysowa Narzeczono.

  • Dla mnie krycie całej frustracji i niezrozumienia pod pojęciem eksperymentu to największy wyraz głupoty. Myślenie: Nie udało się, więc może wyjdę obronną ręką i napiszę, że prowokowałem, ale dla zabawy. Dla mnie wiarygodność Damiana uciekała z każdym następnym tekstem, w którym próbował (choć marne to próby były) udowodnić, że jest źle, ukazując swoją największą słabość – egocentryzm. Nie wiem jaki był jego prawdziwy zamiar. Chciał być wielki, ale o jakiej wielkości mowa jeśli nie o UU? Nazywał ludzi gównem bo mają więcej od niego? A sam do czego dążył? Czymże teraz może pochwalić się przed rodziną jak nie nagłym wzrostem (aczkolwiek) na moment liczby użytkowników?

    Damian ponad to wykazał się niezwykłą głupotą wplątując w całą aferę również swoich bliskich, którzy z pewnością odczuli tę sytuację. Prawdą jest, że karma zawsze powraca. Tu też się tak zdarzyło. Damian jak sam twierdzi nabawił się nerwicy. Na własne zyczenie.

    • Genialne uproszczenie. Niestety – pudło :)

      Myśl dalej, a ja będę robił swoje.

  • Bardzo dobry tekst, Psoro :) Nareszcie napisałeś coś dłuższego, z sensem i na poważny temat.

    Brawo :) Będziesz dobrym blogerem.

  • Dałeś się wkręcić 😉
    On nic nie zaplanował. Nic nie chciał pokazać i udowodnić. On po prostu zrobił głupotę – publicznie obrażając się i szkalując BFG. Pózniej stwierdził, że trzeba jakos z tego wybrnąć i ten shitstorm nazwał „ważnoburzą”. Jednak to nic ważnego. To rozpaczliwa próba zwrócenia na siebie uwagi przez człowieka, który publicznie pisze, że jest „skazany na sukces”. Że jest jak Wałęsa. Że jego apel to Majdan. Że notkę, w której obraża ludzi dedykuje rodzicom.
    I Wy dajecie się na tę emocjonalną huśtawkę nabierać?
    Facet z braku poświęcanej mu uwagi wybuchł. Zrobił kilka kompulsywnych odruchów. By ratować twarz sklecił na szybko scenerię. O, to moje zdanie o tym teatrzyku. Damian wie, że bajerować może Was, ale nie mnie czy Olę – psychologów.
    Aczkolwiek to smutne, że tak manipuluje faktami, zaprzecza sam sobie (czasem w jednym zdaniu), obraża ludzi i miesza miedzy nimi. Liczę na to, że ten psycholog, do którego wybiera się od kilku dni bardzo mu pomoże. Tylko do tego czasu niech milczy jak się zarzekal, bo teraz każdym słowem straszną krzywdę sobie robi.
    Na przykład jednego dnia kajając się i przepraszajac nas, a drugiego udostępniając nasze notki na nowym – imiennym tym razem – fan page „DM NAUCZYCIEL”. Niezły przypadek 😉

    pozdr.,
    m.

    • Drogi Człowieku, którego kocham jak brata (mamy bardzo podobną wrażliwość, ale nie taką samą). Bardzo dziękuję za psychoanalizę zza biurka Faktów TVN. Nie jest nic warta i najgorsze jest to, że błądzisz, więc napiszę Tobie, tak jak Ty mnie.

      Napiszę to tylko raz.
      Nie życzę sobie, abyś wymieniał mnie z imienia i nazwiska na tym blogu oraz innych kanałach należących do Ciebie. Przestań mnie prześladować, pisać o mnie i dręczyć. Zajmij się własnym życiem.
      Nie mieszaj mnie w swoje wojny i rozpoczynane afery. Nie chcę mieć nic wspólnego z tobą i twoimi treściami, manipulacjami i postrzeganiem rzeczywistości.

      Proszę o uszanowanie tego.

      • Damianie, nie chciałem i nadal nie chcę brać udziału w tym teatrzyku. Jednak mam jedno pytanie. Prosisz Mikołaja o uszanowanie Ciebie i nie komentowanie Twoich poczynań, a sam komentujesz z imienia i nazwiska większość blogosfery i ich obrażasz. Zasady są równe dla wszystkich.

        • On skopiował mój tekst wymierzony w niego.
          Jeżeli będzie mnie pomawiał – poniesie konsekwencje prawne. Ja nie rzucam słów na wiatr.
          Niech idzie się leczyć i wyloguje, zanim zrobi sobie krzywdę.
          Innym już zrobił i zdrowia mnóstwo zmarnował.

          • Ja tam nie zamierzam nikogo obrażać. Twoich wypowiedzi też często nie rozumiem i nie zgadzam się z nimi, chociaż Damian moim zdaniem przesadził.
            Moja rada jest tylko taka, żeby zastanowił się jeszcze raz nad tym wszystkim i jeśli uzna, że zrobił źle to niech się uczciwie do tego przyzna.
            Sam wczoraj pisałem o porażkach i przyznanie się do przegranej nie jest straszne

          • Jednak różnimy się konstruktywnie i nie rzucamy w siebie błotem. Porównaj sobie styl komunikacji mój i bohatera notki. Różnice są ewidentne :)

          • Ewidentnie się z Tobą nie zgadzam :)

          • 1 grudnia przeczytasz krok po kroku o co kaman :) Ale i tak będzie wtedy za późno.

          • Wzajemnie :)

        • Nie bierz, nikt Cię nie zmusza. To nie teatrzyk, choć nieźle zagrałem jak na amatora.

          Pokaż mi notkę, w której komentuję „większość” blogosfery, bo jakoś mi się wydaje, że w Ważnoburzy użyłem zaledwie kilku nazwisk, a to nie jest większość (to pierwszy Twój błąd logiczny).

          Pokaż mi miejsce, w którym obrażam kogoś, jeśli mówię o nim prawdę, z mojej perspektywy. To, że komuś się to nie podoba – to już tak, z tym się zgadzam, ale cóż poradzić, gdy prawda boli.

          Zasady są równe dla wszystkich. Zgadzam się w 100%.

          • Nie zamierzam w to brnąć. Napisałem co myślę i na tym koniec 😉

            Powodzenia w realizacji planów 😉

          • Dziękuję i wzajemnie :)

          • Ignor jest najlepszą karą za manipulacje, zaprzeczanie sobie, obrażanie ludzi – przepraszanie ich i znów obrażanie. Proponuję ignorować. Naprawdę pomaga :) Jedyny serwis, który mi jeszcze został do zablokowania tego osobnika to chyba właśnie disqus :)

          • Blokuj, Miko! :) Nie będziesz miał się czym karmić, ale jak zwykle – masz wolny wybór.

      • Chciałbym naprostować. To ja jestem autorem słów napisanych cztery dni temu na blogu aferzysty:

        „Napiszę to tylko raz.
        Nie życzę sobie, abyś wymieniał mnie z
        imienia i nazwiska na tym blogu oraz innych kanałach należących do
        Ciebie. Przestań mnie prześladować, pisać o mnie i dręczyć. Zajmij się
        własnym życiem.
        Nie mieszaj mnie w swoje wojny i rozpoczynane afery.
        Nie chcę mieć nic wspólnego z tobą i twoimi treściami, manipulacjami i
        postrzeganiem rzeczywistości.

        Proszę o uszanowanie tego.” – Mikołaj Nowak

        PS. od tamtego momentu nic się nie zmieniło.

  • Dobre podsumowanie.

    • Zgadza się. Szkoda, że mija się z prawdą.

      • Cóż, może zbyt ogólnie się wypowiedziałam. Ponieważ jestem w MGB, to też do tego fragmentu się od odnoszę – blogerów jednak więcej łączy niż dzieli.
        Btw Tak jak komentowałam to u Kamila – mimo tego, iż nie miałabym wcześniej nic przeciwko Twojemu przyłączeniu się do MGB, to uważam, że Twoja propozycja liderowania po rozpoczęciu gównoburzy była niestety przedmiotowym potraktowaniem naszej grupy. I to smuci…

        • Cóż – wszystko zrozumiesz, gdy będzie za późno na zmianę zdania. Ja naprawdę nie chciałem u Was liderować, bo nie potrzebuję liderować akurat Wam :)

          Przykro mi, że się tak poczułaś, ale nie mogłem inaczej zwrócić na Was uwagi, co by pasowało do wizerunku rozwścieczonego dziecka, które nie dostało zabawki :)

          Cóż – przepraszam.

  • Tyle słów a wystarczy ziewnąć.
    Mi ten gostek od początku nie pasował ale dałam się zwieść. Trzeba było słuchać intuicji.

    • Z wzajemnością.

    • koncerto

      Wiedziałam, ale nie powiedziałam.
      A to dobre.

      Żeby była jasność, nie znam uczestników awantury, mam tę swobodę, że patrzę na wszystko obiektywnym okiem z boku. I ze wszystkiego, najbardziej mnie śmieszą tego typu enuncjacje. Wtrącane przez zwolenników stron.

      Nikomu niepotrzebne.

      Blogosfera się kanibalizuje i polaryzuje, jak scena polityczna, tyle, że tam to teatrzyk, a tutaj na serio. Przykry widok.

      • Koncerto tak się składa, że gość przysporzył mi ostatnio sporo przykrości, więc to, że pozwoliłam sobie zabrać stanowisko jest jak najbardziej uzasadnione.

        • koncerto

          Może więc lepiej byłoby u siebie.

          Raz, a porządnie.

          Tu i teraz nie wygląda najlepiej.

          • Nie musi.

          • koncerto

            nie musi

            Rozumiem, że to słowo wytrych. Tyle, że przyjmując je za podstawę dojdziemy do paskudnego w skutkach wniosku, że nikt nic nie musi.

            Ty nic nie musisz, gospodarz tego bloga nic nie musi, komentatorzy nic nie muszą oraz, co zapewne będzie zaskakujące, muszkieter nic nie musi.

            Pat.

  • oh widzę wojna się toczy..

  • Zacytuję klasyka: „A ja mam to w dupie”.