Internet Społeczeństwo Technologia

O tym jak Apple nie ukradł Polakowi zdjęcia

10653769_10152725653107296_8011409736579223566_n

Jakiś czas temu, niejaki Wiktor Franko zrobił zdjęcie. Opublikował je w internecie i Hipstamatic, twórca aplikacji Oggl tak bardzo się tym zdjęciem zafascynował, że postanowił je wykorzystać do promowania tejże aplikacji. Swoją aplikację umieścił w App Store należącym do Apple, w Play Store, należącym do Google, oraz w Windows Phone Market Place, należącym do Microsoftu. We wszystkich tych platformach z aplikacjami, to samo zdjęcie autorstwa Wiktora obrazowało aplikację Oggl w działaniu. Minęło nieco czasu, ktoś autorowi zdjęcia doniósł, że jego zdjęcie zostało w taki sposób wykorzystanie do promocji aplikacji w App Store, zatem autor podjął odpowiednie kroki. Oddajmy zatem głos Gazecie Wyborczej:

„Franko poprosił o wsparcie prawnika. Wspólnie wysłali zarówno do Apple’a, jak i do Hipstamatic pisma z żądaniem wyjaśnień oraz zapłaty odszkodowania i wynagrodzenia za korzystanie z jego zdjęcia. O jakie pieniądze chodzi? Fotograf nie podał w piśmie konkretnych kwot, bo uznał, że piłeczka powinna być teraz po stronie firm.Kto powinien wziąć winę na siebie? Apple jest w tym przypadku tylko pośrednikiem, który w swoim sklepie sprzedaje cudze produkty. Wiktor Franko sam przyznaje, że to Hipstamatic jest głównym odpowiedzialnym za bezprawne wykorzystanie jego zdjęcia. Ale jego prawnik nie ma wątpliwości, że sprawa dotyczy obu firm. – W świetle polskiego prawa odpowiedzialność w stosunku do twórcy, którego prawa naruszono, ponosiłby i jeden, i drugi podmiot, a już ich kwestią wewnętrzną jest ustalenie, kto zostanie docelowo obciążony za ich naruszenie. Apple Store należy traktować jak zwykły sklep, ponoszący odpowiedzialność za to, co sprzedaje – mówi Jakub Szczotka z kancelarii Lang i Wspólnicy. I dodaje: – Jeśli sklep odzieżowy sprzedaje podróbkę markowego ubrania, to właściciel marki od tego sklepu będzie domagał się odszkodowania, a ten już potem sam to ureguluje z producentem podróbki, występując z tak zwanym roszczeniem regresowym.”

Gdy czytam to, to strzela mnie ciężka kurwica. Ale zacznijmy od początku.

Pan Jakub Szczotka, prawnik z kancelarii Lang i Wspólnicy powinien podszkolić się z Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wyraźnie przeczy temu, co napisał wyżej:

Art. 14.

1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi
działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

I zgodzę się, że Apple Store należy traktować tak jak zwykły sklep – bo to sklep z komputerami, iPadami, telefonami, czy akcesoriami wszelkiej maści. Natomiast sklep z aplikacjami (w którym to sklepie pojawił się Oggl i przedmiotowy screenshot) nazywa się App Store i w żaden sposób nie przypomina zwykłego sklepu. Jest to usługa świadczona drogą elektroniczną, gdzie dużo lepszą analogią będzie YouTube, a nie fizyczny sklep.

I tutaj pytanie do wszelkiej maści prawników – ile wygranych spraw autorów treści przeciwko YouTube’owi jesteście wskazać? Myślę, że będzie Wam trudno wskazać chociażby jedną. Zasługą tego jest dalekowzroczność amerykańskiego ustawodawcy, który przewidział takie sytuacje i uwzględnił je w Ustawie o wyłączeniu odpowiedzialności za naruszenia praw autorskich dokonane przez internet:

Z wyłączenia odpowiedzialności skorzystać mogą tylko Ci z usługodawców, którzy przestrzegają zasady „notice and takedown”. W Stanach Zjednoczonych w przypadku, gdy właściciel praw autorskich uważa, że pliki umieszczone na serwerze naruszają jego prawa, może zawiadomić o tym usługodawcę i zażądać usunięcia tych plików. Zawiadomienie, które kierować należy do przedstawiciela usługodawcy wpisanego do rejestru prowadzonego przez Urząd Praw Autorskich (the Copyright Office), powinno zawierać następujące elementy (§ 512 lit. c Ustawy o wyłączeniu odpowiedzialności za naruszenia praw autorskich dokonane przez Internet – Online Copyright Infringement Liability Limitation Act):
* określenie osoby zgłaszającego naruszenie, wraz z danymi umożliwiającymi kontakt,
* listę materiałów naruszających prawa autorskie uprawnionego (wraz z adresem URL),
* oświadczenie uprawnionego, że zamieszczone materiały naruszają jego prawa autorskie oraz że zawiadomienie dokonywane jest w dobrej wierze,
oświadczenie, że informacje zawarte w zawiadomieniu są według wiedzy zgłaszającego zgodne ze stanem faktycznym,
* pełnomocnictwo, jeśli z zawiadomieniem występuje pełnomocnik uprawnionego,
* podpis zgłaszającego. 

Po otrzymaniu zawiadomienia, usługodawca powinien:
* niezwłocznie usunąć bezprawne materiały lub uniemożliwić dostęp do nich,
* powiadomić osobę, która udostępniła materiały o fakcie zgłoszenia naruszenia praw autorskich oraz o usunięciu lub zablokowaniu dostępu do materiałów będących przedmiotem zgłoszenia.”

Apple zrobiło dokładnie to, do czego obliguje je ustawa. Usunęło problematyczny screenshot, po czym poinformowało Hipstamatic, LLC o zaistniałej sytuacji. Gdyby nie Notice and Takedown, bardzo łatwo możnaby wyłudzić od Apple całkiem sporą sumę, publikując dowolną aplikację ze zdjęciem, a potem próbując dochodzić od Apple roszczeń, tak jak robi to Wiktor. Dawałoby to szerokie pole do nadużyć dla wszelkiej maści trolli, takich jak polskie kancelarie wzywające masowo internautów do płacenia za filmy z chomika.

Wracając jeszcze na moment do fizycznego sklepu – wczoraj przy kilku postach zastosowałem dużo lepszą analogię. Wyobraźmy sobie, że zdjęcie Wiktora pojawiło się na tysiącach promocyjnych tabliczek czekolady. Te tabliczki trafiły do tysięcy sklepów w całej Polsce. Były rozdawane za darmo. Czy prawnik Wiktora wzywałby wtedy wszystkie sklepy do zapłaty bliżej nieokreślonej kwoty? Chciałbym to zobaczyć.

Inna rzecz, że „Wiktor Franko sam przyznaje, że to Hipstamatic jest głównym odpowiedzialnym za bezprawne wykorzystanie jego zdjęcia.”, tylko że post Wiktora w skrócie brzmi tak:

Apple Store, Apple Inc, Apple, Oggl, Hipstamatic LLC, iPhone’a, Itunes, Apple”.

No ale Apple to dobry chłopiec do bicia. Duża marka, znana, rozpoznawalna, nie to co Hipstamatic, którego w zasadzie nikt nie kojarzy.

A poniżej kilka cytatów z udostępnień posta Wiktora, który przecież nie oskarża Apple:

„Jak się ma miliardy to można już kraść bezkarnie?”

Wiktor Franko Photography i Apple ! 
Chcielibyśmy robić takie zdjęcia telefonikiem…?
Apple robił takie nadzieje bezprawnie posługując się… znakomitą artystyczną fotografią Wiktora Franko!
To się nazywa „kradzież dóbr intelektualnych”? Jakkolwiek:
Uuuuuuu…..!!!”

„Wielkie bu i zaropiały siusiak w pupę dla Apple za takie zachowanie.”

„Co za czasy … Czy nikt nie szanuje praw autorskich – Apple używa w kampanii reklamowej zdjęcia bez zgody autora i … nie ma problemu”

No cóż, ignorantów nie sieją, sami się rodzą.