Społeczeństwo

Chcesz dać klapsa? Lepiej jebnij się w czoło młotkiem.

4f70ab70a6ba0_o

W naszym kraju pokutuje opinia, że kary cielesne to najlepsze rozwiązanie problemów wychowawczych. Nasi dziadkowie traktowali tak naszych ojców, nasi ojcowie często traktowali tak nas, po czym i my powielamy te same wzorce. Za każdym razem, gdy gdzieś w Internecie widzę, jak ktoś pisze o tym, że dzieci należy trzymać krótko, że klapsy są lekarstwem na wszystko i że od kilku pasów jeszcze nikt nie umarł w mojej kieszeni otwiera się scyzoryk i mam ochotę mordować.

Kiedyś, kilka lat temu z jedną z moich byłych urządziłem sobie wieczór szczerości. W jego trakcie padło pytanie o to, czego najbardziej się wstydzę. I było to pytanie, które przywołało cholernie dużo nieprzyjemnych wspomnień z dzieciństwa. Bo moje dzieciństwo do przyjemnych i szczęśliwych nie należało.

Mój ojciec jest niepijącym alkoholikiem, przestał pić, gdy miałem 8, lub 9 lat. Pamiętam, jak wracał pijany do domu, jak zdarzyło mu się uderzyć moją mamę. Co gorsza, pamiętam też, że mimo wszystko lubiłem, gdy przychodził pijany do domu, bo tylko wtedy mogłem liczyć na jego uwagę i zainteresowanie. Tylko wtedy mnie przytulał, tylko wtedy rozmawiał, tylko wtedy był komunikatywny. I tylko wtedy, swoim zapijaczonym głosem śpiewał mi kołysankę o dwóch kotkach, wspomnienie czego do dzisiaj budzi we mnie nieprzyjemne odczucia. W międzyczasie moja mama zagroziła mu rozwodem, co zmobilizowało go do tego by przestał pić. Zrobił to w zasadzie z dnia na dzień, bez terapii, spotkań AA i w zasadzie jakiegokolwiek wsparcia. Ot, powiedział sobie, że więcej się nie napije. Na jedynym spotkaniu z psychoterapeutą dowiedział się, że wróci do picia, jeśli tylko nie znajdzie sobie jakiegoś hobby. Zaczął zatem hodować kanarki i papugi.  Minęło niemal 25 lat, a mój ojciec wciąż nie tknął ani kieliszka alkoholu. Za to mam dla niego ogromny szacunek, szczególnie że moja samodyscyplina do najmocniejszych nie należy. Potem zmarł mój dziadek, też alkoholik. Mój ojciec uznał, że duży dom po dziadku, 120 kilometrów od Warszawy będzie idealnym miejscem by zająć się swoim hobby. Miałem wtedy 11 lat, mama uznała, że wyjazd z tatą pomoże mi uleczyć w pewnym stopniu nasze relacje. Wyjechałem więc na wieś, zostałem wyrwany ze swojego środowiska i umieszczony w nowym, natomiast relacje z ojcem tkwiły na tym samym poziomie. Niestety – po kilkunastu latach regularnego picia mój ojciec zmienił się dość mocno. Był choleryczny, nerwowy, wiecznie poddenerwowany. W marcu 1995 roku, moja mama przyjechała po mnie ze swoim kolegą Tomkiem, po czym zabrali mnie do Warszawy – na miejscu okazał się, że są razem i że planuje rozwód z ojcem. Tomek wydawał się być rozsądnym, inteligentnym i sympatycznym facetem, niestety dość szybko ukazał swoje prawdziwe oblicze. Okazał się sadystą, który czerpał przyjemność z karania mnie za najdrobniejsze przewinienie. Mimo, że minęło kilka lat i wyjaśniliśmy sobie tę kwestię, wciąż mam nieco żalu do swojej mamuśki, że mu na to pozwalała i zamykała się w tym czasie w kuchni, albo wychodziła z domu. Największy wstyd spotkał mnie gdy musiałem się przebrać przed WFem, mając w zasadzie ślady na całych nogach – od łydek, po dolną część pleców. Nauczycielki wzięły mnie do pielęgniarki, potem wezwały dyrektorkę i szkolną pedagog i oglądały mnie jak eksponat. Gdy następnego dnia do szkoły została wezwana matka i Tomek, wiedziałem, że wieczorem czeka mnie kolejna awantura. Tylko, że Tomek zmienił metody, tak by nie pozostawały ślady – klęczałem na grochu, z rękami w górze, robiłem tysiące przysiadów (rekord to ok. 2500), albo zmuszał mnie do biegania. Do dziś mam po nim pamiątkę – nienaturalnie umięśnione łydki w stosunku do reszty nóg.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za każdym razem słyszałem, że to dla mojego dobra, że jeszcze kiedyś będę mu wdzięczny i że zrozumiem, gdy dorosnę. Mam 31 lat, moja wdzięczność przez wiele lat ograniczała się do tego by spuścić temu skurwysynowi wpierdol przy możliwej okazji (przy czym nawet nauczyłem się bić z tej okazji), z czego już wyrosłem, a mimo upływu czasu ja wciąż nie rozumiem i zastanawiam się – dlaczego? Ani jedna z tych kar nie przyniosła pożądanego rezultatu. Zawsze robiłem swoje, zawsze chodziłem swoimi drogami i za każdym razem robiłem na przekór, tylko po to by udowodnić, że to bezcelowe, co w dorosłym życiu skutkowało tylko tym, że prosiłem się o kłopoty. Dorosłem i jedyne co rozumiem to to, że zostałem skrzywdzony na całe życie. Mam świadomość tego, że moje relacje z innymi ludźmi przez wiele lat cierpiały z uwagi na to co przeżyłem. Wiem, że wewnątrz mnie są pokłady agresji, które co jakiś czas potrafią ujrzeć światło dzienne w najmniej oczekiwanym momencie. Czasem rzucam przedmiotami, niszcząc przy okazji otoczenie, czasem uaktywnia mi się agresor na widok pijanych, szukających zaczepki ludzi, a czasem po prostu w konfliktowych sytuacjach zmieniam się w kurduplowatego berserkera, który na widok przeciwnika z pałką teleskopową zamiast spierdalać chwyta pierwszy lepszy ciężki przedmiot – np. samochodową gaśnicę (#truestory, been there, done that).

I największy lęk budzi we mnie to, że kiedyś mógłbym skrzywdzić w ten sam sposób swoje dziecko.

Dlatego, jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy by dać klapsa dziecku, pierdolnij się lepiej czymś ciężkim w głowę, zanim skrzywdzisz je na całe życie.

A na koniec utwór w temacie:

  • Elusisko

    Nie jestem zwolenniczka bicia,ja nie byłam bita i nie biję.Nie należę też do osób wychowujących bezstresowo,bo nie na tym rzecz polega by dać dziecku wleść sobie na głowę,więc przyznam że krzyczę. Ale ludzie nie mylcie zwykłego klapsa z katowaniem !!! Klaps, to nie klękanie na grochu, to nie 2500 przysiadów ani bieganie mordercze.Klaps to nie pasek, nie kopanie. Śmieszy mnie kiedy ktoś krytykuje rodzica gdy ten da klapsa dziecku ( ledwie muśnięcie w tyłek lub pieluchę ) gdy dziecko kładzie się na podłogę w markecie i wrzeszczy w niebo głosy jakby ktoś je ze skóry obdzierał,bo chce zabawkę. Ale nikt nie odezwie się wtedy gdy naprawdę dzieje się krzywda. Pamiętać trzeba klaps to klaps a nie katowanie fizyczne czy psychiczne. Walnąć się w czoło można zanim podniesie się coś twardego,ciężkiego,pięść czy nogę na kogoś a tym bardziej dziecko.

  • MADZIA

    NO NIESTETY KRZYWDA WYRZĄDZONA W DZIECIŃSTWIE POZOSTAWIA TAK SZEROKIE ZMIANY W NASZYCH UMYSŁACH, ŻE POMIMO TEGO, ŻE PRZEMOCĄ SIĘ BRZYDZIMY TAK ŁATWO NIE JEST JEJ NIE STOSOWAĆ WOBEC SWYCH BLISKICH. JA PRZEŻYŁAM PIEKŁO W DZIECIŃSTWIE I BARDZO WALCZĘ ZE SOBĄ BY BYĆ JAK NAJLEPSZĄ MATKĄ, PRZYTACZAJĄC TAKĄ RODZINNĄ KOLACJĘ JAK TATUŚ POUCZA ŻE DZIECI NIE MOŻNA BIĆ, JA MU NA TO A TY MOGŁEŚ??? TO BYŁ BARDZO ZASKOCZONY I STWIERDZIŁ ŻE NIC TAKIEGO NIE MIAŁO MIEJSCA…

    • Magda Meteora

      Och, to jest takie czeste – gdy po latach wspominasz o tym, co ci rodzic robił i słyszysz „ale o czym ty mówisz? nic takiego nie było, chciałem tylko byś wyrósł na porzadnego człowieka”. No dzieki, właśnie dlatego teraz się Wami, mamo, tato brzydzę i nigdy nie będziemy umieli normalnie rozmawiać. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni ze swojej metody wychowawczej!

  • axl

    Lekkie bicie (klapsy) w odróżnieniu od regularnego katowania nie są szkodliwe społecznie. Porównywanie tego to tanie granie na emocjach oszołomstwo, „[a] do każdego oszołoma mam ogromną prośbę. Żyj tak jak kochasz, ale daj
    też żyć innym. Bez bólu dupy o to, że ktoś inny nie podziela Twojego
    zdania, bez kiepskich, emocjonalnych zagrywek i bez uciekania się do
    kłamstw. Będzie nam wtedy wszystkim lepiej.”

  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

  • Magda Meteora

    Wstyd mi o tym mówić, ale też będąc dzieckiem mocno obrywałam. I niestety bez powodu. O ile ojca jeszcze rozumiałam, bo naprawdę potrafiłam przekroczyć granice i mocno wyprowadzić go z równowagi, nieraz świadome i dostawałam, to jednak było to w drodze wyjątku. Raz tylko dostałam niesprawiedliwie, gdy zrzuciłam na podłogę plecak siostry w nerwach, a ona wezwała ojca (była „córeczka tatusia”) i dostałam tak mocno pasem po plecach i ramionach, że na w-f przebierałam się przez tydzień w łazience. To mi się wryło w pamięć dość mocno, ale specjalnie dużego żalu nie mam (albo mam, tylko się teraz oszukuję, w sumie nie wiem). Za to o wiele gorzej było z moja matka. Była i nadal jest niezrównoważona psychicznie i gdy miałam 12 lat wybrała sobie mnie na worek do bicia. Był okres, gdy dzień w dzień dostawałam, a ojca nie było w domu by mi pomóc (umiała dobrze wybrać porę, trzeba przyznać). Co mnie najbardziej bolało to powody z jakich obrywałam – na przykład dlatego, że weszłam do pokoju w którym spała i oglądałam telewizję. Boże, wciąż nie rozumiem, kim trzeba być, nawet mimo choroby, by o coś takiego złapać dziecko i tłuc jego głowa o ścianę jak wtedy mnie. Ale nigdy nie kończyło się to siniakami. Co najwyżej jakąś małą blizna, gdy na przykład dostałam pogrzebaczem w rękę. Wciąż nie wiem, jakim cudem, jestem teraz normalnym człowiekiem.

    Gdybym miała powiedzieć, co mi po tym zostało, to przede wszystkim paniczny strach przed bólem fizycznym. Do tego stopnia, że jestem w stanie zrobić wszystko, byle tylko uniknąć go w jakiejkolwiek postaci. Nie wyobrażam sobie porodu – serio, prędzej umrę, niż zmierzę się z czymś takim. I okropne upokorzenie. Bo bicie jest upokarzające i to nie tylko dlatego, że ktoś (i to w dodatku ktoś kto wydał cię na świat) traktuje cię jak śmiecia, ale też dlatego, że wykorzystuje każde błaganie o litość, by dowalić ci jeszcze mocniej (tak, to jest jeszcze gorsze – ukorzyć się przed kimś kogo nienawidzisz z całego serca i błagać by ktoś cie puścił, bo jeszcze jedno szarpnięcie i stracisz wszystkie włosy na głowie) z czystej sadystycznej uciechy. Kolejna rzecz to nieco wykoślawiony stosunek do ludzi – jestem już dorosła i muszę umiec zawiązywać zdrowe relacje z ludźmi i wydaje mi się, że robię to całkiem dobrze, ale nie ukrywam, że są chwile, gdy patrząc w przyszłość na siebie i osobę, z która się potencjalnie zwiąże bardziej robię to pod kątem korzyści materialnych dla siebie niż uczucia, bo wciąż ciężko mi uwierzyć, bym miała kiedykolwiek osobę, której będę umiała zaufać na 100% i mówić o problemach. Nigdy nie miałam tego w dzieciństwie i widzę, jak tłumienie pewnych rzeczy w sobie, gdy nie dopuszcza się blisko ludzi, odbija się w późniejszych latach. Mam nadzieje, że uda mi się to wyprostować.

    Ostatnio zastanowiło mnie, dlaczego boje się napakowanych mężczyzn i ludzi z widocznymi mięśniami (jakkolwiek ładni by nie byli). Potem zauważyłam, ze w mojej głowie zawsze układa się taki schemat – widzę kogoś takiego i automatycznie zastanawiam się, jak bardzo by mnie zabolało, gdyby mnie uderzył (przy okazji rozwiązałam zagadkę dlaczego Bane w „Mroczny rycerz powstaje” tak napawał mnie grozą, mimo ze nic takiego strasznego nie robił). No cóż, nie da się ukryć, że jest to pozostałością po tym, co przeżyłam. Rzecz, która meczy mnie jeszcze bardziej to, że powielę ten schemat na moich dzieciach. A przyznaję, ze wytrącona z równowagi nie umiem nad sobą panować (choć to się odbija na przedmiotach, meblach i drzwiach niż na ludziach z reguły). Nie wiem, jak podsumować ten mój długi wywód. Chyba po prostu, błagam Was byście nie doprowadzili do tej samej sytuacji. Czego Wam i sobie szczerze życzę.

    PS. Chyba nie muszę dodawać, że moi rodzice w dzieciństwie byli traktowani tak samo?

  • Magda Meteora

    Tez obrywałam za oceny. Całą podstawówkę miałam świadectwa z paskiem, bo niekiedy nawet za czwórke z matmy obrywałam. :(

  • Magda Meteora

    Cholernie smutne, prawdę mówiąc.

  • Pingback: Przecież klaps to nie katowanie! - Mike&Mary()

  • Przeczytałam, wiem co czujesz, a najgorsze jest to, jaki ślad został na psychice. Gdy czytałam jaki jesteś, czułam jakbyś opisywał mnie. Współczuję Ci z całego serca.