Blogosfera Facebook Internet

Wkładam kij w mrowisko, czyli o ocenianiu innych.

Wiecie, niezwykle łatwo przychodzi mi ocenianie innych. Naprawdę. Pokłócę się z kimś w Internecie, albo poczytam sobie o czyichś mniej lub bardziej chlubnych dokonaniach i wyrabiam sobie na temat tej osoby zdanie. Tak miałem z Andrzejem Tucholskim, który pisze na jestKultura, oraz z Jackiem Mossakowskim. Pokłóciliśmy się w sieci, mniej lub bardziej ostro, od Andrzeja wyrwałem też blocka na Twitterze, po czym po jakimś czasie się okazało, że Andrzej i Jacek na żywo są całkiem spoko. Serio. Ot, taka drobna pomyłka w ocenie. Na ogół jednak moja ocena drugiego człowieka jest wyjątkowo trafna i rzadko zdarza mi się ją zmienić.

Zdarza mi się też publicznie oceniać zachowanie innych ludzi, albo firm. Ot, taka wredna natura, która wszędzie wietrzy podstęp i hipokryzję. Bo nienawidzę hipokryzji z całego mojego skurwielowatego serduszka. I czasem łapię się na tym, że sam jestem hipokrytą. Pomagają mi w tym z reguły przyjaciele, bo gdy mam wątpliwości, to zgłaszam się właśnie do nich. No ale zmierzając do sedna…

Jest sobie gość na Facebooku, który sobie dość mocno nawywijał. W międzyczasie przyznał się do tego publicznie, przeprosił, oraz podjął decyzję o wycofaniu się z życia publicznego. Jakiś czas później przeprosiny i przyznanie się skasował, zmienił imię i nazwisko na Facebooku na dość mocno skróconą wersję i zaczął się dość mocno i aktywnie udzielać w środowisku, w którym się obracam. Cóż, jego prawo.

Tak jak kilku moich znajomych – mam z tym problem. Nawet nie z tym, że poucza mnie gość, który ma za uszami, ale że robi to w ukryciu, udając kogoś innego. Ale to również jest jego prawo, mimo, że ukrywanie się pod pseudonimem w takiej sytuacji jest moralnie wątpliwe.

Bo mamy XXI wiek, mamy wolność słowa, mamy Internet, który ją eskaluje do niewyobrażalnych rozmiarów i pozwala nam na to, co jeszcze 20 lat temu było zarezerwowane tylko dla garstki nielicznych. I nie wolno nam nikomu odbierać tego prawa, bez względu na to, co w życiu naodpierdalał. Co ważniejsze, przyznaję tutaj, że zagalopowałem się w wyrażaniu opinii i wyszedłem z założenia, że nasz bohater powinien faktycznie zniknąć z przestrzeni publicznej i nie udzielać się w dyskusjach. Mea culpa, biję się w pierś.

Wiem, że większość z Was szanuje moje zdanie, mimo że niekoniecznie się ze mną zgadza. Dlatego chcę, byście uświadomili sobie jedną rzecz – negując prawo głosu człowiekowi, który ma swoje za uszami, równie dobrze moglibyście powiedzieć, że nie powinienem się wypowiadać. Bo to co mnie różni od opisywanego gościa, to to, że ja odpokutowałem za swoje winy i w miarę możliwości naprawiłem to co popsułem. Ale nie jestem święty.

A prawda jest taka, że Facebook daje nam piękne narzędzie do usunięcia kogoś z naszego wirtualnego życia. Nazywa się „block button” i całkiem skutecznie sprawia, że inna osoba dla nas nie istnieje. Polecam. Krzysztof Kotkowicz.

PS
Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej o moich przewinach, zapraszam na priv – mój blog nie jest miejscem do tego, by się o tym rozpisywać.

PPS
Liczę na to, że nasz bohater tutaj prędzej czy później trafi i zweryfikuje swoją decyzję o ukrywaniu swojej tożsamości w publicznych dyskusjach. Bo sporo ludzi czuje się po prostu oszukanych, gdy dowiaduje się o tym po fakcie.